W pustyni i w puszczy, rozdział 42, str. 1
W pustyni i w puszczy, rozdział 42, str. 1 |
289
– Nel, potrafisz wyliczyć nasze podróże od Fajumu? – pytał Staś.
– Potrafię.
To mówiąc dziewczynka podniosła w górę brwi i zaczęła
rachować na paluszkach.
– Zaraz. Od Fajumu do Chartumu – to jedna ; od Chartumu do
Faszody – to reklama sms druga; od Faszody do tego wąwozu, w którym znaleźliśmy Kinga – to trzecia; a od Góry Lindego do jeziora – to czwarta. – Tak. Chyba nie ma na świecie drugiej muchy, która by przeleciała taki kawał Afryki. – Ładnie by ta mucha wyglądała bez ciebie! A on począł się śmiać. – Mucha na słoniu! Mucha na słoniu! – Ale nie tse–tse? prawda, Stasiu? nie tse–tse? – Nie – odpowiedział – taka sobie dosyć miła mucha! Nel, rada z pochwały, otarła mu nosek o ramię, po czym spytała: – A kiedy pojedziemy w piątą podróż? – Jak ty wypoczniesz, a ja nauczę trochę strzelać tych ludzi, których obiecał dać nam Kali. – I długo będziemy jechali? – Oj! długo, Nel, długo! Kto wie, czy to nie będzie najdłuższa droga. – Ale ty sobie poradzisz jak zawsze! – Muszę. Jakoż Staś radził sobie, jak mógł. ale ta piąta podróż wymagała wielu przygotowań. Mieli zapuścić się znów w nieznane krainy, w których groziły rozliczne niebezpieczeństwa, więc chłopiec pragnął ubezpieczyć się przeciw nim lepiej, niż zdołał to uczynić poprzednio. W tym celu ćwiczył w strzelaniu z remingtonów czterdziestu młodych Wa-himów, którzy mieli stanowić główną siłę zbrojną i niejako gwardię Nel. Więcej strzelców nie mógł mieć, gdyż King przydźwigał tylko dwadzieścia pięć karabinów, a na koniach przyszło piętnaście. Resztę armii miało stanowić stu Wa-himów i stu Samburów zbrojnych we włócznie i łuki, których obiecał dostarczyć Faru, a których obecność usuwała wszelkie trudności podróży przez obszerną i bardzo dziką krainę zamieszkałą przez szczepy Samburu. Staś nie bez pewnej dumy myślał, że uciekłszy w czasie podróży z Faszody tylko z Nel i z dwojgiem Murzynów, bez żadnych środków, może przyjść na brzeg oceanu na czele dwustu zbrojnych ludzi ze słoniem i końmi. Wyobrażał sobie, co na to powiedzą Anglicy, którzy tak wysoko cenią zaradność, ale przede wszystkim, co powie jego ojciec i pan Rawlison. Myśl o tym osładzała mu wszelkie trudy. W pustyni i w puszczy, rozdział 42, str. 1 fragment 20 |
| 2008-10-26 10:54:59 |