barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 37, str. 5

Moskitów, które wszczepiają w krew febrę, nie było na wyżynach wcale. Upał
od dziesiątej rano czynił się wprawdzie nieznośny, ale mali
podróżnicy zatrzymywali się w czasie tak zwanych „białych godzin”
w głębokim cieniu wielkich drzew, przez których gęstwę nie
przedzierał się żaden promień słoneczny. Zdrowie dopisywało Nel, Stasiowi i Murzynom doskonale.

2008-10-24 10:20:32