barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 35, str. 1

Na drugi dzień popadywał trochę deszcz, ale że były i godziny pogody, więc Staś wybrał się wczesnym rankiem na zwiedzenie posiadłości i do południa obejrzał wszystkie jej kąty doskonale. Przegląd wypadł na ogół świetnie. Naprzód, pod względem bezpieczeństwa, Góra Lindego była jakby wybranym miejscem w całej Afryce. Zbocza
reklama sms jej okazały się dostępne chyba dla szympansów. Lwy ani pantery nie mogłyby się po nich wdrapać na szczytową płaszczyznę. Co do skalistego grzbietu, dość było umieścić przy wejściu Kinga, aby spać bezpiecznie na oba uszy. Staś doszedł do
przekonania, że potrafiłby się tu obronić nawet mniejszym oddziałom
derwiszów, gdyż droga wiodąca na górę była tak wąska, że King
zaledwie przez nią przeszedł – i człowiek uzbrojony w dobrą broń
mógł nie przepuścić żywego ducha.
W środku „wyspy” biło źródło
chłodnej, czystej jak kryształ wody, które zmieniało się w strumień i
biegnąc wężowato wśród bananowych gajów spadało wreszcie ze
stromego wiszaru do rzeki, tworząc wąski, podobny do białej taśmy
wodospad. W południowej stronie „wyspy” leżały pola pokryte
bujnie maniokiem, którego korzenie dostarczają Murzynom
ulubionego pokarmu, a za polami wznosiły się grupy wyniosłych
niezmiernie palm kokosowych z koronami w kształcie wspaniałych
pióropuszów.

2008-10-24 10:18:08