barcelona

W pustyni i w puszczy, rozdział 2

Kupcy arabscy nie mogli też wracać z leżącego w Sudanie miasta El-Faszer, gdyż mahdyści w ogóle z początku nie dopuszczali do siebie kupców, a tych, których mogli złapać, rabowali i zatrzymywali w niewoli. Było to też rzeczą niemal pewną, że opowiadanie o chorobie Smaina jest kłamstwem. Lecz ponieważ oczki Nel patrzyły wciąż błagalnie na tatusia, więc ten nie chcąc zasmucać dziewczynki rzekł po chwili do Fatmy: – Fatmo, pisałem już do rządu na twoją prośbę, ale bez skutku. A teraz słuchaj. Jutro z tym oto mehendysem (inżynierem), którego tu
widzisz, wyjeżdżamy do Medinet-el-Fajum; po drodze zatrzymamy
się przez jeden dzień w Kairze, albowiem chedyw chce rozmówić się
z nami o kanałach prowadzonych od Bahr-Jussef i dać nam co do
nich polecenia.
tłumacz rosyjski W czasie rozmowy postaram się przedstawić mu twoją sprawę i uzyskać dla ciebie jego łaskę. Ale nic więcej uczynić nie mogę i nie przyrzekam.

Fatma podniosła się i wyciągnąwszy obie ręce na znak
dziękczynienia, zawołała:
– A więc jestem ocalona!
– Nie, Fatmo – odpowiedział pan Rawlison – nie mów o ocaleniu,
albowiem powiedziałem ci już, że śmierć nie grozi ani tobie, ani
15
twoim dzieciom. Czy jednak chedyw pozwoli na twój odjazd, nie ręczę, albowiem Smain nie jest chory, ale jest zdrajcą, który zabrawszy rządowe pieniądze nie myśli wcale o wykupieniu jeńców od Mohammeda–Achmeda.
– Smain jest niewinny, panie, i leży w El-Faszer – powtórzyła
Fatma – a gdyby on sprzeniewierzył się nawet rządowi, to ja
przysięgam przed tobą, moim dobroczyńcą, że jeśli pozwolą mi
wyjechać, póty będę błagać Mohammeda-Achmeda, póki nie
wyproszę waszych jeńców. – A więc dobrze. Obiecuję ci raz jeszcze, że wstawię się za tobą do chedywa. Fatma poczęła bić pokłony. – Dzięki ci, sidi! Jesteś nie tylko potężny, ale i sprawiedliwy. A teraz błagam cię jeszcze, abyś pozwolił służyć nam sobie jak niewolnikom. – W Egipcie nikt nie może być niewolnikiem – odpowiedział z uśmiechem pan Rawlison. – Służby mam dosyć, a z twoich usług nie mogę korzystać jeszcze i dlatego, że jak ci powiedziałem, wyjeżdżamy wszyscy do Medinet i może być, że pozostaniemy tam aż do ramazanu.
– Wiem, panie, albowiem powiedział mi to dozorca Chadigi, ja
zaś, dowiedziawszy się o tym, przyszłam nie tylko błagać cię o
pomoc, ale by ci powiedzieć także, że dwaj ludzie z mego pokolenia
Dangalów, Idrys i Gebhr, są wielbłądnikami w Medinet i że uderzą
przed tobą czołem, gdy tylko przybędziesz, ofiarując na twe rozkazy
siebie i swe wielbłądy. – Dobrze, dobrze – odpowiedział dyrektor – ale to sprawa kompanii Cooka, nie moja. Fatma ucałowawszy ręce obu inżynierów i dzieci wyszła błogosławiąc szczególniej Nel.
W pustyni i w puszczy, rozdział 2 tłumacz rosyjski fragment 120

2008-10-13 20:04:51