Prus Lalka, Tom 1 rozdział 7 Fragment 140
Prus Lalka, Tom 1 rozdział 7 |
"Skąd ona wie - myślał dalej - że ja kupiłem serwis i srebra?. A jak wybadywała, czym nie zapłacił więcej niż warte! Z przyjemnością ofiarowałbym im ten pamiątkowy drobiazg. Winienem jej dozgonną wdzięczność, bo gdyby nie szał dla niej, nie dorobiłbym się majątku i spleśniałbym za kantorkiem. A teraz może mi smutno będzie bez tych żalów, rozpaczy i nadziei. Głupie życie!. Po ziemi gonimy marę, którą reklama sms każdy nosi we własnym sercu, i dopiero gdy stamtąd ucieknie, poznajemy, że to był obłęd. No, nigdy bym nie przypuszczał, że mogą istnieć tak cudowne kuracje. Przed godziną byłem pełen trucizny, a w tej chwili jestem tak spokojny i - jakiś pusty, jakby uciekła ze mnie dusza i wnętrzności, a została tylko skóra i odzież. Co ja teraz będę robił? czym będę żył?. Chyba pojadę na wystawę do Paryża, a potem w Alpy." W tej chwili zbliżył się do niego na palcach Rzecki i szepnął: - Pyszny jest ten Mraczewski, co? Jak on umie rozmawiać z kobietami! - Jak fryzjerczyk, którego uzuchwalono - odpowiedział Wokulski nie odrywając oczu od księgi. - Nasze klientki zrobiły go takim - odpowiedział stary subiekt, lecz widząc, że przeszkadza pryncypałowi, cofnął się. Wokulski znowu wpadł w zadumę. Nieznacznie spojrzał na Mraczewskiego i dopiero w tej chwili zauważył, że młody człowiek ma coś szczególnego w fizjognomii. " Tak - myślał - on jest bezczelnie głupi i zapewne dlatego podoba się kobietom." Śmiać mu się chciało i ze spojrzeń panny Izabeli, wysyłanych pod adresem pięknego młodzieńca, i z własnych przywidzeń, które dziś tak nagle go opuściły. Wtem drgnął; usłyszał imię panny Izabeli i spostrzegł, że w sklepie nie ma nikogo z gości. - No, ale dzisiaj toś się pan nie ukrywał ze swoimi amorami - mówił ze smutnym uśmiechem Klejn do Mraczewskiego. - Ale bo jak ona na mnie patrzyła, to ach!. - westchnął Mraczewski, jedną rękę kładąc na piersi, drugą podkręcając wąsika. Prus Lalka, Tom 1 rozdział 7 fragment 160 |
| 2008-11-07 16:58:10 |