Prus Lalka, Tom 1 rozdział 17 Fragment 20
Prus Lalka, Tom 1 rozdział 17 |
Zdawało się Wokulskiemu, że każdy uliczny przechodzień jest jego krewnym, bliższym lub dalszym; wesołym lub smutnym. I niewiele brakowało, ażeby stanąwszy na chodniku zaczepiał jak żebrak ludzi i pytał: "Może który z was czego potrzebuje?. Żądajcie, rozkazujcie, proszę was. w j e j imieniu."
"Podle mi dotychczas życie schodziło - mówił sobie. - Byłem egoistą. Ochocki - oto wspaniała dusza: chce przypiąć skrzydła ludzkości i dla tej idei zapomina o własnym szczęściu. Sława, naturalnie, jest głupstwem, ale praca dla pomyślności ogółu - to grunt. - A potem dodał z uśmiechem: - Ta kobieta już zrobiła ze mnie bogacza i człowieka z reputacją, lecz jeżeli uprze się, zrobi ze mnie - czy ja wiem co?. Chyba świętego męczennika, który swoją pracę, nawet życie odda dla dobra innych. Naturalnie, że oddam, gdy ona tego zechce!." Sklep jego był już zamknięty, ale przez otwory okiennic wyglądało światło. Coś jeszcze robią" - pomyślał Wokulski. Skręcił w bramę i przez tylne drzwi wszedł do sklepu. Na progu zetknął się z wychodzącym Ziębą, który pożegnał go niskim ukłonem; w głębi zaś sklepu było jeszcze kilka osób. Klejn wdrapywał się na drabinkę, ażeby coś poprawić na półkach. Lisiecki ubierał się w palto, za kantorem nad księgą siedział Rzecki, a przed, nim stał jakiś człowiek płakał. - Stary jedzie! - zawołał Lisiecki. Rzecki przysłaniając oczy ręką spojrzał na Wokulskiego; Klejn ukłonił mu się parę razy ze szczytu drabinki, a płaczący człowiek zwrócił się nagle i z głośnym jękiem objął go za nogi. - Co to jest?. Prus Lalka, Tom 1 rozdział 17 fragment 40 |
| 2008-11-07 17:04:46 |